Kategorie

Gdzie można zrobić siusiu? Wszędzie – powiedział beduin i wskazał pustynię… (cz. 4)

Kolejna wyprawa to wycieczka quadami po pustyni. Wszystko ustawione pod turystę i trąci totalną rutyną, ale i tak robi wrażenie. Wyruszamy nocą, by zdążyć na wschód słońca. Znów zbiórka pod hotelem i znów dokądś nas wiozą. Docieramy do bazy wypadowej. Stoi tam kilkadziesiąt quadów, część w nienajlepszym stanie.

Dzieci podniecone, panom rośnie testosteron, tylko my, ciotka Józia z ciotką Krysią, trochę przerażone. Wsiada się po dwoje – dziecko z dorosłym. Mnie zabiera moja niespełna 12-letnia córka krzycząc, że wreszcie odkryła swoje powołanie! Siedząc z tyłu ledwie utrzymuję równowagę i nie mogę wyjść z podziwu dla jej odwagi – nie po raz pierwszy zresztą. Starsi chłopcy też kierują swoimi quadami, my, dorośli, musimy się zadowolić rolą pasażera.

 

Pustynia urzeka bezmiarem i niesamowitymi skałami. A gdy nagle się zatrzymujemy, by zobaczyć wschód słońca, robi się baśniowo. Zza skał wynurza się czerwona poświata rozlewając się na piaszczyste bezkresy i strzeliste skały. W ustach pełno piachu, ręce grabieją od trzymania quadów, arafatka, w którą owinięte są nasze głowy nie pozwala złapać oddechu, ale widok sprawia, że przez moment z całą mocą odczuwam radość istnienia. Stoję tu, na pustyni Półwyspie Synaj, tysiące kilometrów od własnego domu i czuję się cudownie mimo wciąż nękającej mnie zemsty faraona.

Chwila na zrobienie fotek i znudzeni swoją rolą przewodnicy ciągną nas dalej. Jedziemy i jedziemy, zachłystujemy się widokami, wreszcie kolejny przystanek. Tylko po to, by stanąć na jakimś wzniesieniu, krzyknąć, ile sił w płucach i usłyszeć własne imię gdzieś za siedmioma górami, siedmioma górami i… siedmioma górami.

Jak w egipskich bajkach określa się niewyobrażalne dla dziecka odległości?

Nareszcie ,,wioska beduińska”. Marketing i reklama, ale miło siąść na kolorowych dywanach i napić się bardzo słodkiej i mocno parzonej herbaty w maleńkich szklaneczkach. Córce zachciewa się do toalety. – Gdzie jest? – pytamy. – Wszędzie – kreśli ręką po nieboskłon nasz przewodnik. Zabawne, choć dziecko, przyzwyczajone do sedesu, z trudem robi siusiu bezpośrednio w piasek pustyni.

Potem obowiązkowa przejażdżka na wielbłądzie, który w Polsce byłby już dawno na zasłużonej emeryturze, a obrońcy praw zwierząt zbieraliby datki na jego spokojną starość – i leczenie. Zwierzę ledwie widzi, brzuch ma poorany ranami, cierpi. My też cierpimy widząc, jak jego mali opiekunowie tresują go pejczami. Musi co chwila kłaść się i wstawać, kłaść się i wstawać. I tak całe życie, bo tego oczekują turyści.

Wracamy pełni wrażeń. W luksusowym hotelu zmywamy pod prysznicem piach i idziemy opalać się nad brzegiem basenu o błękitnej wodzie w przekonaniu, że wycieczka udała się nad wyraz.

Nasze zdjęcia na wielbłądzie wyszły fantastycznie.

 

Shisha, taniec z wężami i inne hotelowe atrakcje

Shisha – wiedzieliśmy tyle, że pyka się długą wodną fajkę, najchętniej w miłym towarzystwie. Do hotelowej shishy poszliśmy więc w sześć osób, i było to nieporozumienie. – Jaką chcecie herbatę – pytał na dobry początek kelner, wymieniając kilkanaście rodzajów: jaśminowa, z hibiscusem, zielona, czarna, czerwona, z kwiatem mięty, kardamonem i parę innych.

Wybraliśmy, po czym dostaliśmy dokładnie taką, jaką piliśmy codziennie na stołówce i w hotelowych barkach – z hibiskusem. Kłócić się w Egipcie nie ma sensu, bo albo nie znają angielskiego, albo udają, że go nie znają. Po paru minutach kelner przyniósł dzban do shishy, coś tam nalał, coś tam dodał, coś przepłukał i podał, byśmy się pozaciągali. Każdy dostał po ustniku, włożył sobie wężyka do ust i wdychał opary aromatycznego tytoniu. Po paru razach miałam dość, ale wypadało posiedzieć chociaż godzinę. Toteż posiedzieliśmy.

Daliśmy się też nabrać na wieczór egipski, na który usilnie namawiał nas „nasz friend”, kelner…..Tylko five dollars od osoby i atrakcji co niemiara. Ostatecznie zaprosił tylu turystów, że nie było gdzie wcisnąć szpilki, a atrakcją był półgodzinny taniec jakiegoś beduina w kolorowej spódnicy, która wirowała mu jak parasol oraz zaklinacz węży, co nawet na dzieciach nie zrobiło zbyt dużego wrażenia.

Wrażenie zrobiło być może jedynie na młodej dziewczynie, która posłużyła jako słup, wokół którego „niezwykle jadowity” wąż się owijał. Poza tym drinki były standardowe, czyli okropne: cola rozcieńczona z wodą w proporcji 1:10. Po paru dniach ich serwowania na ich widok robiło mi się niedobrze. Ratowała mnie jedynie butelkowana woda (też miałam podejrzenia, że napełniali ją zwykłą wodą z kranu).

Kolejna atrakcja hotelu to muszla koncertowa o szumnej, brzmiącej z paryska, nazwie Moulin Rouge, gdzie występowała grupa animatorów, czyli młodych ludzi z Rosji, Ukrainy, Białorusi, Włoch i Niemiec. Regułą było, że dobrze się na scenie bawili, czego nie zawsze można było powiedzieć o widowni. Ichnim fireshow, czyli pokazem ognia, powinien zainteresować się egipski sanepid (o ile taka instytucja tam w ogóle istnieje, bo mieliśmy wątpliwości), a widzowie (i sami animatorzy) powinni być szczęśliwi, że udało im się przeżyć to mało profesjonalne widowisko.

Równie atrakcyjna była hotelowa dyskoteka i karaoke, na które kiedyś nieopatrznie poszliśmy – krótko mówiąc były to atrakcje dla osób poszukujących m(n)ocnych wrażeń, które określiłabym mianem „żenła”. Z drugiej strony cóż się dziwić – organizatorzy mogli się czuć zmęczeni całodziennym usługiwaniem rozkapryszonym gościom, w upale, z dala od rodziny. Na terenie hoteli przebywali jedynie mężczyźni.

Rezydent opowiedziała nam, że ponieważ w Egipcie panuje bieda, ci, którym uda się zdobyć prace w takim raju jak hotel dla turystów, czują się jakby złapali Pana Boga za nogi. Ci – czyli mężczyźni. Kobiety i dzieci zostają w domach, czekając na powrót tatusiów, synów i braci. Z gotówką.

Podczas gdy miesięczna płaca w Egipcie wynosi do 300 dolarów (około 800 zł miesięcznie), kelnerzy, sprzedawcy pamiątek, malarze, kucharze itd. potrafią tu zarobić o wiele więcej. Egipcjanie wiedzą, że każdy potencjalny turysta to prawdziwa żyła złota, trzeba jedynie umiejętnie wyciągnąć od niego pieniądze. Jak już wiemy, robią to znakomicie.

I jeszcze parę fotek z nurkowania – ja nie, ale moja rodzina i znajomi – owszem.

I to by było na tyle.

9c komentarze/y do Gdzie można zrobić siusiu? Wszędzie – powiedział beduin i wskazał pustynię… (cz. 4)

  • Super wyprawa ,świetna relacja:)

  • świetna relacja ,super wyprawa :)

  • Czy te wakacje były w ogóle przyjemne?……

    • Aga(ta)

      Oprócz tej zemsty faraona było super. Po prostu tak, jak napisałam: nie można patrzeć na te rejony okiem Polaka, Europejczyka, bo wtedy ograniczamy nasze pole percepcji. Jeśli to zrozumiemy, podróż na pewno będzie cudowna. Jak zresztą każda podróż.

  • Pokochałam Ciebie już od tego wpisu, zaspokajam się dalej czytając kolejne :)

  • ~Maja

    Trafne uwagi. Polecam podróże z pominięciem wydeptanych szlaków turystycznych. My jak koty chadzamy własnymi drogami. Nudził nas program wycieczek ostatecznie komercyjnych, stadnych imprez nastawionych na kasę

  • ~Marybistka

    doczytałam do momentu, kiedy okazuje się, że zdjęcia na wielbłądzie wyszły piękne… Mimo, że zwierze było stare, zmęczone, poranione nie przeszkodziło to w przejażdżce podczas gdy pracujące dzieci poganiały wielbłąda pejczami. Dwulicowość czy kompletny brak wrażliwości? Widzę że zwierze ma dość i cierpi ale na zdjęciach nie będzie tego widać. Pracują dzieci? Trudno, taki kraj.
    Tak fajne foty są istotniejsze, niż cierpienie.
    Wszystko pod klienta, rutyna, marketing i reklama, niby to mierzi, przeszkadza, że zero w tym autentyczności a i tak biorą Państwo udział w tej kiczowatej zabawie. Niektórzy już tak mają, ze wolą kiczowate zdjęcia z kiczowatych wakacji, bo wszyscy takie mają, niż przeżyć coś autentycznego. No bo nawet jak zdjęcia pięćdziesięciu żurawi na tle wschodu słońca będą wyglądać jak z katalogu podróży, to jak powiedzieć, że są robione w małej wiosce pod Giżyckiem? przecież to obciach.

  • Fajnie się czyta i świetne zdjęcia. Podróż musiała być naprawdę udana;-)

Odpowiedz

  

  

  

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>